Rozmowa dziesiąta

Bo ja niestety proszę Pana
Całkiem nie radzę sobie z żalem i ze smutkiem
Więc gdy dopadną mnie nareszcie
W nierównej walce nie mam szans
I kiedy płacz mi nie wystarcza
To z moich łez
Z kropli goryczy z ziarenek bólu
Powstaje wiersz
I składam rymy spisuję myśli lub co się przyśni
Ot tak sobie
Wierszem dla duszy przyjemności sobie robię
Zaprawdę nie wiem proszę Pana
Skąd to przyszło
Ja myślę że nosiłam to w sobie od zawsze
Czekałam tylko na swój czas
Na taką chwilę
Kiedy się słowa poskładają
Kiedy spłyną
Rwącym strumieniem
Lub wyfruną w świat motylem
A wtedy moja dusza się rozświetla
Promieniem słońca
Od cierpienia uwolniona
Unosi się w przestworzach tańczy z wiatrem
I głupia trawka znowu jest zielona
Niech Pan mi nie zazdrości tych uniesień
Ja mocno wierzę proszę Pana
Nawet mam pewność
Że każdy ma w swym sercu miejsce takie
Gdzie różne słowa
I uczucia wielorakie
Czekają by wyfrunąć z którąś wiosną
Tylko nie każdy jeszcze o tym wie
Poprostu
Są nawet tacy co się nigdy nie dowiedzą
Lecz o nich szkoda gadać
Ja ich nie znam
Więc może inni Panu opowiedzą

z tomiku „Rozmowy z pewnym Panem” 2006

Komentarze:
Ribbon Maker