Max 11Za szafą, w spiżarni stoi coś takiego fioletowego. Wojtek woła na to Drabinka. To coś jest chyba spokrewnione z tym dużym, drewnianym z garażu, na co wołają Drabina.
To tak jak Ja i Gustaw – mój syn.
Drabinę bardzo lubię. Wojtek wyciąga ją wiosną i opiera o kumpla, co się Trzepak nazywa. Uczy mnie drzewka podcinać. Godzinami się tak bawimy. To znaczy Wojtek obcina gałęzie i rzuca do mnie, ja je rozwlekam po całym ogrodzie. Majka musi je zbierać i chyba trochę mniej się bawi. Mój druh, Lord pokazał mi jak się na drabinę wchodzi, jak można z niej skakać. Nawet raz to mi się udało zejść tyłem. No prawie udało, w ostatnim momencie spadłem na trawę. Ale młody byłem, wiec nie bolało.
Pamiętam jak z Wojtkiem budowaliśmy nową kuchnię. To były czasy! Gustaw to nawet nie dosięgał do parapetu! A ja z Agnieszką bawiłem się w berka. To znaczy pozwalałem się jej gonić po całym ogrodzie i udawałem, że się cieszę, kiedy mnie złapie. Ale ciiii, nie mówcie jej o tym. Bo ja to uwielbiam bawić się z Agnieszką.
Ale, ale o kuchni mówiłem. Więc jak budowaliśmy ściany i bardzo się kurzyło to Wojtek zakleił drzwi folią. Siedziałem na trawniku i dumałem jak tam do niego wejść przez okno. Oczywiście wskoczyłbym jednym susem, ale nie chciałem denerwować Majki. No i jakoś mnie w tym okresie w krzyżu pogięło. To od pilnowania Gustawa było wszystko! Bo ja to jak sam byłem, to nic mnie nie bolało… No i jak tak siedziałem to wydumałem, że wystarczy Drabinę o okno oprzeć. No, ale jak to Wojtkowi powiedzieć? Szczekałem, piszczałem, a on nic. Pokazywałem nosem drabinę – no nic nie pomagało. Tyle lat i nie rozumie najprostszych słów. W końcu podbiegłem i wszedłem sam na drabinę. Poskutkowało! Agnieszka mnie zrozumiała! Od razu podstawiła mi drabinę do okna. No i się zaczęło! Posyłali mnie po śrubki i młotek, byłem niezastąpiony!
Przecież gdyby nie ja, to jakby Wojtek sam zrobił mój ulubiony narożnik przy kaloryferze?

Spisała Agnieszka

Na budowie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *